Śnieżnik

Za oknem w niektórych miejscach mamy jeszcze sporo śniegu. U mnie z okna już niewiele go widać, stopniał w ciągu jednej nocy, a wydawało się, że jest go po kolana. Wyżej w górach jest go jeszcze całkiem, całkiem. Dziś chcę Was zabrać na szlak, który przeszłam dokładnie w Dzień Ojca, czyli 23 czerwca 2020 roku. Szlak ten zaprowadzi nas w miejsce bardzo znane, dlatego nie publikowałam wcześniej tego wpisu, bo chciałam się z Wami najpierw podzielić trasami mniej obleganymi w sezonie. Trzymajcie się mocno, bo czeka na nas wędrówka na Śnieżnik.

Rozpoczynamy wędrówkę na Śnieżnik

Wstyd mi. Tak, otwarcie się przyznaje, że jest mi wstyd. Z miejsca, w którym mieszkam na Śnieżnik jest około 31 km. Codziennie od 30 lat widzę jego szczyt, który strzeże Kotliny Kłodzkiej. I aż 30 lat zajęło mi zbieranie się by na niego wejść. Czym to było spowodowane … nie wiem. Może fakt oglądania go codziennie z dołu sprawiał, że nie pociągał mnie na tyle, może nie dorosłam jeszcze do tego by się na niego udać. Jedno jest pewne, nie żałuję, że w końcu się na to zdecydowałam. Dzisiejszą wspinaczkę na Śnieżnik rozpoczynamy w miejscowości Kamienica (województwo dolnośląskie, powiat kłodzki, gmina Stronie Śląskie). To bardzo urokliwa wieś położona w towarzystwie lasów.

Od razu szlakiem pod górkę

W Kamienicy obok Leśniczówki rozpoczyna się nasz szlak niebieski., prowadzący na Śnieżnik. Mieliśmy trochę kłopot z pozostawieniem samochodu. Udało się go ulokować na bezpiecznym poboczu. Szlak niebieski prowadzi nas szutrową drogą od razu pod górę. Mimo, że się nie wydaje to w nogach czuć. Dookoła otaczają nas lasy, słychać śpiew ptaków. Spokojnym tempem idzie się tędy całkiem przyjemnie. Zza drzew wyłaniają się widoki, które pozwalają zapomnieć, że cięgle idziemy pod górkę. Mijamy mały wodospadzik, który w tym dniu przyjemnie szumiał. Dochodzimy do miejsca na odpoczynek i radzę z niego skorzystać, ponieważ dalszy etap trasy będzie wymagał od nas większego nakładu sił. Szlak niebieski w tym miejscu każe nam skręcić lekko w prawo.

Ostro w górę po kamieniach

Szutrówka zamienia się w wymagającą trasę po kamieniach. W tym dniu było dosyć mokro, co powodowało że kamienie były śliskie. Bardzo ważne jest odpowiednie obuwie i dla bezpieczeństwa i dla własnego komfortu. Trasa prowadzi nas cały czas pod górę. Gdy na chwilę przystaniemy możemy za plecami zobaczyć wyłaniający się piękny krajobraz. Dzień był trochę pochmurny, ale prognoza zapowiadała większe przejaśnienia. Przyznam się Wam, że trochę dostałam w tyłek na tym etapie. Dosyć męczące były kamienie. Gdzie ten Śnieżnik? 🙂

Czas na chwilę przerwy

Szlak trochę się nam „wypłaszczył”. Możemy podziwiać otaczające nas widoki. Pojawił się też lekki wiatr, który zaczął przeganiać chmury. Jest to dobre miejsce by odpocząć po przebytej już drodze. Widoki jak zawsze mnie nie zawiodły. Rekompensują ból nóg. Zdecydowanie zapomniałam już o trudnościach na kamieniach. Słońce, które zaglądało zza chmur odegrało niesamowity spektakl. Raz promienie oświecały jeden szczyt, by za chwilę podświetlić inny. Dodatkowo cień chmur niesamowicie współpracował ze słońcem. Chyba się dogadali 🙂

Schronisko Na Śnieżniku

Idziemy dalej cały czas niebieskim szlakiem. Po prawej stronie mamy piękne górskie widoki między innymi na Czarną Górę, a po lewej gęsty las. Ścieżka, po której teraz idziemy była niesamowicie mokra. Przejście momentami było mocno utrudnione. I tu kolejny raz podkreślam role odpowiedniego obuwia. Raz zapatrzyłam się tak na widok, że oczywiście weszłam w to bagno 🙂 Niestety wędrowanie wymaga poświęceń. Trasa trochę się zmienia. Widoki zasłania las, który mamy teraz i po prawej i po lewej stronie. Znajdujemy się na terenie Rezerwatu Przyrody Śnieżnik Kłodzki. Idąc ciągle leśną ścieżką dochodzimy do Schroniska Na Śnieżniku. Już przy samym schronisku widoki są niesamowicie piękne. Był to ten szczęśliwy czas, gdy jeszcze nie było drugiego lockdownu i mogliśmy odpocząć w schronisku, a przy okazji zjeść pyszne naleśniki i żurek. Bardzo tęsknie do tej możliwości zjedzenia czegoś nie na wynos. Wracając teraz wspomnieniami mam wrażenie, że była to całkowicie inne epoka 🙁

Szlakiem zielonym na Śnieżnik

Po najedzeniu i odpoczynku zaczynamy wspinać się na Śnieżnik. Cel jest już bardzo blisko. Spod schroniska obieramy szlak zielony. Znowu mamy trasę kamienistą i naprawdę trzeba uważać. Ponadto idziemy cały czas pod górę. Gdy na chwilę przystaniemy (by złapać oddech) za plecami ukazuje się nam krajobraz cudowny, chociaż to za małe słowo. Samo podejście na Śnieżnik wydaje się być płaskie, ale gdy idziemy mamy przed sobą koniec, którego nie widać. Czuć w nogach podejście. Niestety wiatr się dosyć nasilił. Z jednej strony dobrze, bo chmury uciekały, ale komfort wspinaczki został mocno zaburzony.

Śnieżnik zdobyty

Moi drodzy mamy to! Weszliśmy na Śnieżnik (1426 m n.p.m.). Jest to najwyższy, graniczny szczyt po polskiej stronie w Sudetach Wschodnich w Masywie Śnieżnika. Kiedy tam wchodziliśmy powstawały plany na wieżę widokową na szczycie. Budzi ona dosyć spore kontrowersję i powiem Wam, że sama nie jestem przekonana czy takowa wieża powinna tutaj powstać. Warto jednak podkreślić, że do 1973 roku stała w tym miejscu kamienna wieża widokowa, z której na szczycie pozostały ruiny. Jaka będzie ta nowa … przekonamy się niebawem. Co do widoków to są niesamowite. Między innymi przy dobrej widoczności zobaczmy stąd Śnieżkę, ponadto Ślężę, Trójmorski Wierch, czeski Jesenik, a nawet Jezioro Otmuchowskie i Nyskie. Piękne miejsce, które rekompensuje w pełni trud podejścia. Podziwiam osoby, które wybierają się tutaj w zimie.

Źródło Morawy

Po odpoczynku i nacieszeniu się widokami zabieramy się do zejścia. Wybieramy szlak czerwono – żółty i będziemy schodzić chwilę czeską stroną. Również i zejście gwarantuje nam piękne widoki. Widać między innymi Ścieżkę w chmurach. Dochodzimy do miejsca, gdzie ma swój początek Źródło rzeki Morawy. Jest to dosyć charakterystyczny punkt ze względu na kamienną studzienkę.

Słonik

Dochodzimy do kolejnego miejsca, gdzie znajdują się ruiny schroniska, które kiedyś stało w tym miejscy oraz rzeźba słonika. Figurka ta znajduje się tutaj od 1932 roku i jest symbolem grupy artystycznej Jescher, która na 10 lecie swojego istnienia postawiła owego słonika za zgodą dzierżawcy schroniska. Dlaczego akurat słoń? Nazwa grupy kojarzyła się jej członkom z kichaniem słonia. Spod słonika robimy mały skrót przez wydeptaną ścieżkę w jagodach, aby dojść do zielonego szlaku. Skrót ten jest bardzo widoczny, ponieważ wielu wędrowców z niego korzysta.

Schodzimy do Głębokiej Jamy

Szlakiem zielonym schodzimy ostro w dół. Przed oczyma mamy piękne widoki. Trzeba uważać, bo również pod nogami przemykają kamienie. Ścieżka ta jest dosyć przyjemna, mimo że od czasu do czasu towarzyszyło nam błoto i woda. Idąc tędy po lewej stronie roztacza się piękny krajobraz, a po prawej mamy grzbiet górski. Ciągle idziemy w dół. Widoki zamieniają się w gęsty las. Schodzimy na wysokość 950 m n.pm. do miejsca Głęboka Jama. Stąd wybieramy szlak żółty, który sprowadzi nas do wsi Kamienica.

Zejście do Kamienicy

Zejście to jest mocno po kamieniach oraz jest dosyć mocno nachylone. Trzeba bardzo uważać i nie pędzić. Pamiętajmy – bezpieczeństwo przede wszystkim. Po drodze mijamy niewielki oraz zbiornik wodny. Ten etap trasy robi się już płaski i daje odpocząć naszym hamulcom w nogach, które przy zejściu musiały się napracować. Zaciekawiła nas ławeczka, która jest ustawiona przy jednym z domów. Zdecydowanie jest nagrodą za trasę jaką dziś pokonaliśmy. Nieopodal jej znajduje się nasz samochód.

Na zakończenie

Pokonywaliśmy dzisiaj 15,5 km. Trasa była wymagająca, chociaż wiem że dla niektórych wyprawa na Śnieżnik nie jest wielkim wyzwaniem. Podkreślam, że dla mnie jako amatora, który nabiera doświadczenia był to wyczyn, który uważam za swój mały sukces na koncie wszystkich dotychczas zdobytych szczytów. Trasa ta zajęła nam ponad 6 godzin wliczając w to przerwy, odpoczynek w schronisku oraz czas na robienie zdjęć. Podkreślam również, że nie spieszyliśmy się. Bardzo cieszę się, że zdecydowałam się w końcu pójść na Śnieżnik. Myślę, że może mi wybaczyć, że do tej pory oglądałam go z dołu. Zdecydowanie się dogadaliśmy. Polecam Wam oczywiście wyprawę w to miejsce. Na pewno znajdą się wśród nas osoby, które jeszcze tu nie były. Niech tylko ten nasz świat wróci do normalności.

komentarzy 37

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *